|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Wiosenny spleen i bamboo steamer
![]() Czasem wiosna zamienia się w ponurą listopadową szarugę. Czasem nie pomaga kolejna kawa, kolejny kwadrat ciasta. Czasem ołowiane niebo wali się z całą, nieokiełznaną, siłą na głowę. Zapięta pod samą brodę, zamotana w szal i ukryta pod kapturem zimowej kurtki szłam z nosem zwieszonym na kwintę. Od kilku dni dręczy mnie wiosenny spleen. Taki smuteczek, co się przypałęta nie wiadomo skąd i jak cień łazi krok w krok. Nawet mu nie przeszkadza, że bez słońca nie ma cienia. Taki to cień niesłoneczny. Na przekór tym smutkom postanowiłam zaprząc się do pracy w kuchni. Jakiś tydzień temu stałam się szczęśliwą posiadaczką bamboo steamer, czyli ujmując rzecz po polsku bambusowego koszyka do gotowania na parze. Koszyk kosztował ledwie 4,99 zł i przez większość osób był odkładany z nieufnością na półkę. Ale nie przeze mnie. Podskakując radośnie przytuliłam go do serca i już jechał w moim wózku pośród innych zakupów. Przywiozłam go do domu, postawiłam w kuchni i tak sobie stał. Widocznie musiał swoje odstać, a ja musiałam sobie w głowie ułożyć jego zastosowanie. Tak więc deszcz sobie padał, łzy sobie kapały, a koszyk stał. Po między jednym a drugim chlipnięciem przypomniałam sobie program Jamiego Olivera, w którym robił pierożki. Ni to wonton, ni to tortellini, na dodatek nadzienie iście tajskie - fusion jak się patrzy. Tylko skąd wziąć ciasto na wonton? - pomyślałam mocząc systematycznie kolejną chusteczkę. No jak skąd? To proste - z mniama. I tak to przy pomocy niezastąpionych przepisów Bajaderki i łatwego nadzienia Olivera powstały w mojej kuchni pierożki ;) Pierożki z tajskim nadzieniem ![]() Proporcje: Ciasto 2 i 1/2 szklanki mąki 1 i 1/4 szklanki wrzącej wody Mąkę wsypać do miseczki, zalać wrzątkiem, wymieszać drewnianą łyżką. Zagnieść na stolnicy gładkie elastyczne ciasto, przykryć ściereczką i zostawić na ok. 30 min. ![]() Nadzienie 4 udka z kurczaka bez kości i skóry 4 duże ząbki czosnku ok. 5 cm kawałek imbiru 2 łodygi trawy cytrynowej (nie miałam i użyłam suszonej) pęczek natki kolendry (nie było w sklepie, więc użyłam natki pietruszki) 1 jajko 4 łyżki sosu sojowego 2 łyżeczki oleju sezamowego (sądzę, że można go pominąć, choć daje ten swój charakterystyczny smaczek) 3 łyżki oleju arachidowego sos sojowy Czosnek, imbir, obrane i zmiażdżone łodygi trawy cytrynowej wrzucić do malaksera i zmiksować. Dodać pokrojone w kawałki mięso i część natki kolendry razem z łodyżkami - zmiksować. Wlać sos sojowy i olej sezamowy, dodać jajko i jeszcze raz zmiksować. Powstanie dosyć luźna masa. Ciasto podzielić na 4 części. Jedną część rozwałkować jak najcieniej i pokroić na kwadraty 5x5 cm. Na środku każdego kwadratu układać łyżeczką niewielką porcję nadzienia. Brzegi kwadartu zwilżyć wodą i sklejać w trójkąt, dłuższe brzegi skleić ze sobą i przekręcić je na drugą stronę (to dosyć skomplikowane i trudne do opisania - ale podpobnie jak robi się uszka tylko dodatkowo jeszcze to sklejenie rogów trzeba odwrócić na drugą stronę pierożka). Pierożki ułożyć w koszyku lub naczyniu do gotowania na parze. Gotować ok. 10 min. ![]() Na patelni rozgrzać olej arachidowy, na gorący kłaść pierożki i usmażyć na złoto z jednej strony. Wyłożyć na talerz, posypać resztą kolendry albo grubo pokrojonym szczypiorkiem dymki. W miseczce podać sos sojowy do maczania pierożków. czwartek, 22 marca 2007, kuchenny
|